Life recenzja filmu

Life – recenzja filmu

Po obejrzeniu zwiastuna filmu Life byłem pełen obaw. Trailer pokazał sporo. Skoro od razu wiedziałem, o co toczy się gra i z suspensu nici, to poziom trudności w budowaniu atmosfery grozy i strachu przed nieznanym, wzrósł niebotycznie. Do seansu podszedłem jak pies do jeża i nawet kapkę pozytywnie się zaskoczyłem, choć to tytuł strasznie nierówny. Ćwiartka Życia to w zasadzie nudne, pełne bełkotu i rzewnych momentów farmazony mające przywiązać widza do załogi międzynarodowej stacji kosmicznej. Nie poszedłem do kina na wieczorek zapoznawczy, a na thriller/survival-horror, więc nieco ziewnąłem.

Life recenzja filmu

Pierwsze chwile z obcym też niezbyt napawały optymizmem – galareta musztardowa pierwszego poziomu podjadała cukru i wygrzewała się w swoim przytulnym domku, od czasu do czasu zabawiając gapiów akrobacjami. W końcu stwór o ultra-idiotycznym-i-totalnie-aklimatycznym imieniu wyciągnął dłoń i powitał ludzkość mocnym uściskiem. Akcja ruszyła z kopyta, a sielanka zmieniła się w walkę gatunków o przetrwanie. Im dalej w las, tym lepiej. Z siermiężnej ameby istota przeistoczyła się w skurwolską bestię z naprawdę mrocznym imidżem. Po nudnej preambule film transformuje się w solidny survival-horror w kosmosie. Fabuła nie powala, choć scenariusz oferuje kilka urozmaiceń i zagęszczaczy atmosfery z całkiem fikuśnym zakończeniem, ale nie w tym rzecz. Gdy marsjańskie ścierwo nabierze krzepy, robi się z Life klimatyczne widowisko z posmakiem klaustrofobii, zaszczucia i nieustannego zagrożenia.

Life recenzja filmu

W produkcji tej podobało mi się, że nie był to teatr jednego aktora, przynajmniej po stronie ziemniaków. Każdy z członków ekipy badawczej miał swój kawałek tortu, a ilość poświęconego mu czasu wynikała jedynie z faktu, że pretendentów do odgrywania dramy dość szybko ubywało i to w dosyć zaskakującej kolejności. Niestety nie udało się uniknąć co najmniej nieroztropnych zachowań kosmonautów, co trochę mnie irytowało i spuszczało powietrze z systemów podtrzymywania grozy. Aktorzy z pierwszej ligi (Reynolds i Gyllenhaal) zdecydowanie dali radę. Znakomicie spisały się panie. Czarnoskóry Bakare ledwie podołał, natomiast azjatycki Sanada to jakaś pomyłka. Nudna postać to jedno, ale ten facet nie powinien imać się aktorskiego fachu. Non-stop wyglądał, jakby gość z czerwonej planety urządził sobie legowisko z jego tyłka. Wizualnie Life prezentuje się… Nieziemsko. Niektóre sceny zapierały dech w piersiach i doskonale oddawały, że ISS to tylko orbitalny, wirujący pyłek tego wszechświata. Pozaziemska kanalia również przeszła piękną transformację i z brzydkiego kaczątka zmieniła się w abominację, jakiej ksenomorf by się nie powstydził. Oprawa muzyczna z gracją komponowała się z wydarzeniami na ekranie.

Life film recenzja

Life to taki mocny średniak z nieco zmarnowanym potencjałem. Jedną czwartą filmu można było wyciąć i zastąpić czymś o wiele ciekawszym. A tak, zanim się rozgrzeje, to potrafi solidnie ostudzić oczekiwania i negatywnie nastroić. Na szczęście jak już ta kapsuła się rozpędzi, to nic nie jest w stanie jej zatrzymać, aż do finalnego zderzenia. Fani Obcego i Dead Space będą ukontentowani. Jest jednak jedno „ale”. Nie jestem przekonany czy ten film powinno się oglądać w kinie. Owszem, jest sporo spektakularnych ujęć i warto to zobaczyć na wielkim ekranie, ale ciężko o właściwy odbiór, gdy zjeby wokół wpieprzają czipsy i szeleszczą. Czarna magia gdzieś umyka w takich warunkach.

 

Sprawdź również

Sędzia Dredd w nowym serialu telewizyjnym

Po nieodżałowanej klapie niedawnego filmu Sędzia Dredd miał już nie powrócić na ekrany. Co prawda …

Dodaj komentarz